Zarejestruj się
Marzenie czy obsesja - kto wygra decydujące starcie? Przed nami wielki finał Ligi Mistrzów
Zapowiedzi

Marzenie czy obsesja - kto wygra decydujące starcie? Przed nami wielki finał Ligi Mistrzów

Autor: Dominik fcinter

41°4'28"N, 28°45'57"E  - Stadion Olimpijski im. Atatürka w Stambule. To tutaj odbędzie się tegoroczne, najważniejsze wydarzenie w europejskim, klubowym futbolu. Sama myśl o wieczorze 10 czerwca rozpala serca, głowy i emocje kibiców na całym świecie. Noc ta zjednoczy ludzi z całego świata niezależnie od przekonań i wartości, a różnicować fanów będą jedynie sympatie klubowe. Jedni będą liczyć na triumf Manchesteru City, z kolei drudzy na wygraną Interu Mediolan. Wszak te dwie drużyny zmierzą się w finale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów!

 

 

Od smutku i złości do wielkiej euforii – droga Interu w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów

Interowi jako wicemistrzowi Włoch z sezonu 2021/22 nie przysługiwało rozstawienie w losowaniu fazy grupowej, które odbyło się 25 sierpnia 2022 roku w szwajcarskim Nyonie. Nerazzurri na podstawie europejskiego rankingu do grup przydzielani byli z trzeciego koszyka i wiele osób już wtedy przewidywało, że skład zespołów, do którego trafi mediolańska drużyna będzie mógł być śmiało nazywany „grupą śmierci”. Tak też się stało i Inter trafił do grupy z Bayernem Monachium, FC Barceloną i Viktorią Pilzno.

- Wylosowaliśmy bardzo trudną i skomplikowaną grupę z dwoma zespołami, które bardzo dobrze sobie radzą w tych rozgrywkach. Jesteśmy jednak Interem. W ubiegłym sezonie potrafiliśmy przeciwstawić się Liverpoolowi, teraz też musimy być w szczytowej formie. Rozgrywki Ligi Mistrzów to mecze z najlepszymi na świecie, to rywalizacja, w której liczą się detale. My jesteśmy w tym gronie i na pewno będziemy mieli coś do powiedzenia – powiedział po losowaniu wiceprezydent klubu, Javier Zanetti.

Zmagania w grupie C Nerazzurri rozpoczęli od starcia z faworytem grupy, wylosowanym z pierwszego koszyka Bayernem. Spotkanie, które odbyło się 7 września na Stadio Giuseppe Meazza w Mediolanie zamiast próbą przeciwstawienia się trudnemu rywalowi, było jednak pokazem siły niemieckiego zespołu, który bez większych problemów wygrał 2-0 i wrócił do stolicy Bawarii z kompletem punktów.

Szkoleniowiec Nerazzurrich, Simone Inzaghi, w pomeczowym wywiadzie szybko zdiagnozował, że Inter w tym meczu nie posiadał takiej piłkarskiej jakości, jak wyżej notowany oponent.

- Przeciwko drużynie jak Bayern musisz zagrać perfekcyjnie żeby liczyć na dobry wynik. My nie zagraliśmy dziś perfekcyjnie. Graliśmy przeciwko topowej drużynie, ale mogliśmy lepiej zachować się przy pilnowaniu Sane. Kilka razy zabrakło nam detali, krycia, ruchu w konkretnym momencie. To szczegóły, ale z takimi przeciwnikami potrzebujesz perfekcji – mówił po meczu włoski trener.

 

 

Po niekorzystnym wyniku w pierwszym starciu stało się jasne, że do wyjścia z grupy potrzebne będą zwycięstwa w kolejnych meczach, a margines ewentualnego błędu błyskawicznie się skurczył. Do Pilzna na mecz 2. kolejki rozgrywek Inter jechał z klarownie postawionym celem wygranej. Mecz z miejscową Viktorią został ostatecznie rozstrzygnięty na korzyść Nerazzurrich, choć przed samym starciem ze względu na nieustabilizowaną formę włoskiego zespołu na starcie kampanii wielu ekspertów przewidywało, że mecz w Czechach przysporzy drużynie Simone Inzaghiego wiele problemów.

 

 

Kolejnym etapem jesiennych zmagań był „dwumecz” z FC Barceloną, który w praktyce miał zadecydować o tym, która z tych dwóch drużyn na wiosnę zagra w kolejnej fazie gier. Inter do spotkań z Dumą Katalonii przystępował w fatalnych nastrojach, po dwóch ligowych porażkach z Udinese i Romą. Wiele mówiło się wtedy o tym, że wskutek słabej formy na początku sezonu ultimatum od zarządu dostał Simone Inzaghi, który w meczach z Blaugraną oraz przedzielającym je ligowym spotkaniem z Sassuolo miał osiągnąć korzystne rezultaty.

We wtorkowy wieczór 4 października okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, a Inter dzięki bramce Hakana Calhanoglu i zdyscyplinowanej grze w defensywie pokonał FC Barcelonę 1-0. Wcześniejszy układ wyników w grupie C ułożył się z kolei w taki sposób, że Nerazzurri na Camp Nou lecieli z jasną sytuacją – zwycięstwo daje awans do 1/8 finału, remis znacznie przybliża do tego celu. Fantastyczny mecz, jakiego byliśmy świadkami w stolicy Katalonii przyniósł obu zespołom podział punktów, a mediolańska drużyna w ostatnich sekundach meczu mogła jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale w dogodnej sytuacji zatrzymany przez bramkarza został Kristjan Asllani.

 

 

4 punkty w starciach z Barceloną sprawiły, że Inter wygrywając w domowym starciu z Viktorią Pilzno mógł zapewnić sobie promocję do dalszej fazy. Nerazzurri dość gładko poradzili sobie z czeskim przeciwnikiem i pokonali go różnicą aż czterech bramek, dzięki czemu na kolejkę przed końcem zmagań grupowych mogli świętować awans. W ostatnim meczu zespół Simone Inzaghiego uległ co prawda Bayernowi, ale starcie to, jako że obie drużyny znały już swój los, odbyło się bez większych emocji

 

 

Po zajęciu drugiego miejsca w grupie C, Inter do losowania 1/8 finału Ligi Mistrzów przystępował wiedząc, że trafi na zespół, który wygrał swoje zmagania grupowe. Na Nerazzurrich czekali tacy przeciwnicy jak Manchester City, FC Porto, Tottenham, Benfica, Real Madryt i Chelsea. Ostatecznie los skojarzył mediolańską drużynę z FC Porto.

- Szanujemy Porto. To zespół, który od lat dobrze sobie radzi w Lidze Mistrzów – powiedział tuż po losowaniu Simone Inzaghi.

Mecze z portugalskim przeciwnikiem rozegrane zostały w okresie, kiedy Nerazzurri tracili dużo punktów w Serie A, dlatego według przewidywań jako nieznacznego faworyta tej rywalizacji wskazywano klub z Półwyspu Iberyjskiego. Po pierwszym meczu bliżsi awansu byli jednak zawodnicy w czarno-niebieskich trykotach, którzy dzięki trafieniu Romelu Lukaku pokonali swojego rywala 1-0. Rewanż w Portugalii nie przyniósł zmiany rezultatu, a dobrze dysponowany Andre Onana na tyle skutecznie powstrzymywał ataki gospodarzy, że spotkanie ostatecznie zakończyło się bezbramkowym remisem i promocją Interu do ćwierćfinału.

 

 

Tam ponownie Nerazzurri skojarzeni zostali z portugalską drużyną, którą tym razem była Benfica, przez wielu uważana za „czarnego konia” rozgrywek. Inter za nic miał sobie jednak przewidywania ekspertów oraz kibiców i już pierwszym meczu w Lizbonie znacznie przybliżył się do zwycięstwa w dwumeczu, wygrywając w stolicy Portugalii 2-0. Rewanż to kolejna demonstracja rosnącej formy mediolańskiego klubu i tylko rozluźnienie w końcowej fazie rywalizacji, kiedy wszystko było już przesądzone, sprawiło, że na tablicy wyników pojawił się wynik 3-3 zamiast zwycięstwa 3-1. Wygrana w ćwierćfinałowych zmaganiach sprawiła, że Inter po raz pierwszy od historycznego 2010 roku zameldował się w półfinale Champions League. W półfinale, w którym czekał AC Milan.

 

 

Po 20 latach ponownie mieliśmy być świadkami derbowego pojedynku na tym etapie rozgrywek. Na rywalizację Interu z Milanem patrzył cały piłkarski świat. Mecze, które rozegrane zostały 10 i 16 maja przyniosły obu klubom gigantyczne przychody i zainteresowanie. Całe miasto na te kilka dni wstrzymało oddech, a w każdym jego zakątku głównym tematem był pojedynek gigantów.

- Nie możemy się przestraszyć, musimy dokonać tego razem, wspólnie z naszymi kibicami, którzy czekają na zwycięstwo. W ostatnich miesiącach wiele razem przeszliśmy, były również momenty trudne. Wszystko sprowadza się jednak do tego, żeby w odpowiedni sposób pokonać trudności. Teraz jesteśmy o 180 minut od finału, który w sierpniu wydawał się tylko marzeniem – mówił w przededniu pierwszego meczu Simone Inzaghi.

Derbissimo przyniosło pokaz siły Nerazzurrich. Dwumecz pomiędzy mediolańskimi ekipami rozstrzygnięty został praktycznie już po pierwszych kilkunastu minutach pierwszego starcia, kiedy drużyna Simone Inzaghiego prowadziła 2-0. Dość powiedzieć, ze kibice Interu po ostatnim gwizdku sędziego rezultat przyjęli z niedosytem, bowiem czarno-niebiescy śmiało mogli zwyciężyć większą różnicą goli.

 

 

Rewanż nie przyniósł wielkiej zmiany w sposobie gry, a Inter mając korzystny wynik w garści spokojnie kontrolował sytuację. Awans do wielkiego finału ostatecznie przypieczętował Lautaro Martinez, który golem w 74. minucie meczu uciszył kibiców, zawodników i pracowników Rossonerich. Wtedy stało się jasne, że 10 czerwca, na Stadionie im. Ataturka w Stambule na murawę wyjdą zawodnicy Interu, prowadzeni przez swojego wodza Simone Inzaghiego.

 

 

Faworyt od samego początku

Aktualna kadra zawodników prowadzonych przez Pepa Guardiolę w Manchesterze City, co raz częściej i bardziej otwarcie, określana jest mianem najlepszej drużyny na świecie. The Citizens obronili Mistrzostwo Anglii, jednocześnie odpierając atak Arsenalu i goniąc rywali w tabeli, ale też pewnie krocząc po swoje z niezliczoną ilością goli dostarczaną przez Erlinga Haalanda. Sam Norweg w Stambule wieńczyć będzie fantastyczny sezon, w którym zgarnął komplet nagród indywidualnych: koronę króla strzelców, nagrodę dla najlepszego młodego zawodnika ligi angielskiej, a także Złotego Buta za największą skuteczność wśród napastników całej Europy. Manchester City czaić będzie się natomiast na skompletowanie potrójnej korony. Podopieczni Guardioli przypieczętowali bowiem ostatnio zwycięstwo w Pucharze Anglii, pokonując w finale swoich odwiecznych rywali, Manchester United. Tak samo jak o zwycięstwie w ligowej tabeli, tak o rezultacie meczu na Wembley decydowały ogromna jakość, powtarzalność, taktyczna perfekcja i szeroka ławka. Nie zabrakło też sekretnego składnika - elementu zaskoczenia. Strzelona po 13 sekundach bramka Gundogana, została najszybciej strzelonym golem w historii rozgrywek.

 

 

City jest perfekcyjnie ułożoną drużyną, która nie może narzekać na żadne luki kadrowe. Trener na każdą pozycję ma do dyspozycji przynajmniej dwóch równych sobie poziomem zawodników. Guardiola nie stroni też od roszad taktycznych, zmian ustawienia w trakcie spotkania, a także kontroli tempa całego meczu za sprawą doskonale zgranej ze sobą linii środkowej swojego zespołu. Nie tylko Gundogan, kapitan drużyny i zawodnik, który wrócił do topowej formy po wielu problemach zdrowotnych, jest nieoczywistym bohaterem w układance taktycznej Pepa Guardioli. Warto zwrócić też uwagę na Johna Stonesa, który często odgrywa przecież niebagatelną rolę przy wyprowadzaniu piłki do kolejnych ataków Obywateli, dając jednocześnie trenerowi możliwość korekt taktycznych, przez umiejętność gry na kilku pozycjach. To właśnie wszechstronność i zgranie ze sobą kolejnych wypracowanych przez Guardiolę elementów pozwoliło stworzyć drużynę określaną mianem cyborgów, która w ostatnich 6 latach zgarnęła 5 ligowych tytułów.

 

 

Manchester City nie tracił zbyt wiele czasu, zanim zapewnił sobie awans ze swojej grupy tegorocznej Ligi Mistrzów. Nie wszystko od początku przebiegało po myśli drużyny z Eithad. Droga Mistrzów Anglii do Stambułu rozpoczęła się w pierwszym koszyku losowania fazy grupowej, gdzie los skojarzył ich z Dortmundem, Sevillą i Kopenhagą. Poszło gładko, ale nie bez drobnych problemów. To nie perfekcyjnie zgrana drużyna zapewniła zwycięstwo z przeważającym długimi fragmentami Dortmundem, a spektakularny gol Haalanda. Bramka to okazała się jeszcze bardziej cenna, kiedy kolejnym meczem okazał się być wymęczony, bezbramkowy remis z grającą w przewadze jednego gracza Kopenhagą. City awansowało z grupy przed Borussią, aby w pierwszy dwumeczu na wiosnę nie zachwycić specjalnie swoją postawą w pierwszym meczu 1/8 finału przeciwko Lipskowi. Remis 1:1 okazał się być tylko złudną nadzieją dla rywali, którzy na terenie City przyjęli aż 7 goli, a Haaland zapisał się w historii rozgrywek z 5 golami na koncie. Rezultat dwumeczu 8:1 zrobił wrażenie, na i tak będących już pod sporym wrażeniem obserwatorach, a Guardiola uczynił swoją drużynę pewniakiem nie tylko do gry w finale, ale też końcowego zwycięstwa w całych rozgrywkach.

Wraz z ćwierćfinałem rozgrywek nadszedł czas na poważne skalpy w postaci Bayernu Monachium i Realu Madryt. Zakończony wynikiem 3:0 pierwszy mecz starcia z drużyną z Bawarii, przesądził praktycznie o losach dwumeczu, a targany problemami z szatnią i trenerem Bayern nie był w stanie odpowiedzieć w rewanżu niczym co pozwoliłoby na zagrożenie City. Inaczej wyglądał jednak dwumecz z Realem Madryt. To właśnie w ekipie Carlo Ancelottiego upatrywano największego zagrożenia dla zamysłu taktycznego Pepa Guardioli. Wydarzenia pierwszego meczu wydawały się to nawet potwierdzać, bo największy napór The Citizens zaowocował strzeleniem tylko jednej bramki, na którą Realowi udało odpowiedzieć nie angażując w to wielkich nakładów sił. Remis wywalczony na Bernabeu na nic się jednak zdał, a maszyna Guardioli i Haalanda rozjechała Real na Etihad 4:0.

 

 

Historia finałów Interu

Inter Mediolan w finałach Pucharu Europy znalazł się czterokrotnie. Do tego doliczyć należy jeden finał Ligi Mistrzów, a więc łącznie Nerazzurri o najważniejsze trofeum w europejskim futbolu walczyli pięciokrotnie.

Pierwszy finał przypada na sezon 1963/64, kiedy to czarno-niebieska drużyna dotarła do finału Pucharu Europy, gdzie zmierzyła się z Realem Madryt. Nerazzurri w rozgrywkach znaleźli się jako mistrz Włoch, a w drodze do finału pokonali Everton, AS Monaco, Partizan Belgrad oraz Borussię Dortmund. Finałowe spotkanie rozegrano na Praterstadion w Austrii, a legendarne Catenaccio i contropiede wprowadzone na stałe w schemat gry Interu przez Helenio Herrerę zapewniły Interowi przewagę nad Realem Madryt. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla drużyny z Mediolanu i pozwolił Nerazzurrim dołączyć do elitarnego grona najlepszych w Europie, a po ten tytuł sięgali wówczas tylko zawodnicy Milanu, Benfiki oraz Realu Madryt.

 

 

Drugi finał rozegrano już w kolejnym sezonie – 1964/65. Inter do rozgrywek przystąpił jako obrońca tytułu i zmagania rozpoczął od drugiej rundy. Pierwszym przeciwnikiem w drodze do finału było rumuńskie Dinamo Bucaresti, które w dwumeczu dostało tęgie lanie aż 7:0. Kolejny przeciwnik – Glasgow Rangers – postawił dużo większy opór, ale finalnie Nerazzurri awansowali dalej wygrywając 3:2 w dwumeczu. W półfinałach na ekipę Helenio Herrery czekał Liverpool, który awans wywalczył dopiero po 300 minutach meczu 1. FC Köln oraz… rzucie monetą! Pierwszy mecz pomiędzy obiema ekipami rozegrano na Anfield Road w Liverpoolu, a drużyna The Reds niesiona szczęśliwym awansem pewnie pokonała drużynę Herrery aż 3:1 i wprawiła w ekstazę 54 tysiące fanów zgromadzonych na trybunach ich stadionu. Trafienie honorowe dla Nerazzurrich zaliczył niezawodny Sandro Mazzola. Wagę tego trafienia Inter poznał dopiero podczas rewanżu na San Siro. 12 maja 1965 roku na trybunach zasiadło 77 tysięcy fanów, których doping niósł piłkarzy Herrery po rimontę. Nerazzurri szybko wyrównali stan gry po bramkach Corso z 8. minuty oraz Peiro z 10. minuty. Gola na wagę awansu zdobył w 62. Minucie Giacinto Facchetti. W finale na drużynę Interu czekała portugalska Benfica. Mecz finałowy rozegrano w domu Interu – na Stadio San Siro. W składzie Benfiki grali niezwykle bramkostrzelni Eusebio oraz Jose Augusto Torres. Nerazzurri zagrali perfekcyjne pod kątem defensywy spotkanie, a jednocześnie znaleźli sposób, aby trafić do siatki przeciwnika. Jedno trafienie wystarczyło, aby przesądzić losy drugiego finału Pucharu Europy w wykonaniu Interu.

 

 

W sezonie 1966/67 rozegrano trzeci finał Pucharu Europy z udziałem Interu Mediolan. Podopieczni Helenio Herrery swoje zmagania rozpoczęli od skromnego zwycięstwa nad Torpedo Moskwa. W kolejnej rundzie na zespół czekał węgierski Vasas, który Nerazzurri pokonali 4:1 w dwumeczu. W ćwierćfinale na drodze Interu stanął Real Madryt, który w poprzedniej edycji Pucharu wyrzucił drużynę Herrery na etapie półfinału z wyścigu o końcowy triumf. Wynik pierwszego spotkania ustaliła bramka Cappelliniego z 54. minuty spotkania, która zagwarantowała Interowi cenne zwycięstwo na własnym obiekcie. Rewanżowe spotkanie z 1 marca 1967 roku również rozpoczęło się od trafienia Cappelliniego, a finalnie Real pogrążyła samobójcza bramka Zoco. Nerazzurri w dwumeczu z Realem wygrali 3:0 i dostali się do etapu półfinałów. Tam czekała na nich sensacja tego sezonu – bułgarskie CSKA Red Flag, obecnie CSKA Sofia. W pierwszym spotkaniu rozegranym na San Siro doszło do remisu 1:1 po bramkach Facchettiego i Tsaneva. Rewanż na Stadionie Narodowym Vasila Levskiego w Sofii zakończył się takim samym wynikiem, a na listę strzelców Interu ponownie wpisał się Facchetti. O awansie zdecydować miał dodatkowy mecz, który rozegrano 3 maja 1967 roku na Stadio Renato Dall’Ara w Bolognii. Cappellini wpisał się na listę strzelców już w 12. minucie spotkania, a Inter do końca nie oddał skromnego prowadzenia. Finał rozegrano na Estadio Nacional w Lisbonie, a naprzeciw Interu stanął szkocki Celtic Glasgow. Pomimo faktu, że to Inter szybko wyszedł na prowadzenie po rzucie karnym to taktyka catenaccio została dwukrotnie złamana przez piłkarzy Celticu, a to wystarczyło, aby wygrać Puchar Europy. Celtic odbył aż osiem wyjazdów na mecze Interu, aby poznać tajniki catenaccio oraz systemu Herrery. Po końcowym gwizdku doszło do inwazji kibiców Celticu na murawę, a to zablokowało możliwość wręczenia trofeum. Co więcej niektórzy zawodnicy zostali pozbawieni koszulek. Kapitan Celticu Billy McNeill został wyprowadzony przez uzbrojonych strażników na zewnątrz stadionu, gdzie na specjalnym podium odebrał trofeum.

 

 

Po meczu, który stanowił koniec ery Grande Inter, mecz ten został okrzyknięty zwycięstwem piłki nożnej. Dziennikarze Mundo Deportivo pisali wtedy, że „to było nieuniknione. Prędzej czy później Inter Herrery, Inter catenaccio, negatywnego futbolu, marginalnych zwycięstw, musiał zapłacić za odmowę gry w rozrywkowy futbol”. Kolejny sezon w wykonaniu Interu ponownie zakończył się bez zdobytych trofeów, a katalizator sukcesów – Helenio Herrera – opuścił klub.

Czwarty w historii finał Nerazzurrich przypadł na sezon 1971/72 i został okrzyknięty „triumfem futbolu totalnego nad catenaccio”. W sezonie 1970/71 stery nad ekipą powierzono trenerowi młodzieżówki – Giovanniemu Invernizziemu. Ten odmłodził wyczerpany taktycznie i słabo spisujący się zespół. Invernizzi stał się bohaterem i na stałe zapisał się w historii – nigdy wcześniej drużyna Serie A nie zmieniła trenera w połowie sezonu i nie została Mistrzem Włoch. A najlepsze miało dopiero przyjść… W Pucharze Europy Inter na start został rozstawiony przeciwko AEK Ateny, które drużyna Nerazzurrich pokonała 6:4 w dwumeczu. W następnym etapie Inter trafił na Borussię Monchengladbach, a mecz zakończył się niezwykłym skandalem. W pierwszym meczu Nerazzurri otrzymali lanie aż 7:1, ale mecz został anulowany ze względu na to, że Roberto Boninsegna został czymś trafiony w głowę. UEFA zdecydowała się na powtórzenie meczu, Inter pokonał Borussię 4:2 i na „rewanż” do Niemiec pojechał z zaliczką. Tam bezbramkowo zremisował i awansował dalej. W ćwierćfinale podopieczni Invernizziego pokonali Standard Liege, a następnie wzięła rewanż na Celtiku Glasgow w półfinale. W finale rozgrywanym w Rotterdamie stanęli naprzeciw siebie Ajax Amsterdam oraz Internazionale Milano. Tam Nerazzurrich z marzeń odarł Johan Cruyff, który dwukrotnie trafił do siatki Interu i zapewnił Ajaxowi tytuł Mistrza Europy. Podobnie jak pięć lat wcześniej porażka Interu w finale Pucharu Europy została bardzo pozytywnie odebrana w całej Europie. Gazety z całego kontynentu świętowały fakt, że catenaccio zostało pokonane przez Futbol Totalny. Według The Times Ajax udowodnił, że kreatywny atak jest prawdziwą siłą napędową gry, a obronę zawsze można przechytrzyć. De Telegraaf opublikował specjalną, dziewięciostronicową relację z meczu, w którym w samych superlatywach opisywał triumf Futbolu Totalnego nad Catenaccio.

 

 

Piąty finał pamiętamy najlepiej – pamiętny sezon 2009/10 oraz zdobycie Potrójnej Korony. Nerazzurri przeszli przez trudną drogę do finału wychodząc z fazy grupowej z FC Barceloną, Rubinem Kazań oraz Dynamo Kijów. Po opuszczeniu grupy podopieczni Jose Mourinho trafili na angielską Chelsea, a więc przeciwnika z bardzo wysokiej półki. W dwumeczu udało się osiągnąć wynik 3:1 i pewnie awansować do następnej fazy rozgrywek. Był to pierwszy awans do następnej fazy od sezonu 2005/06. W ćwierćfinale Inter zmierzył się z CSKA Moskwa, które w dwumeczu musiało uznać wyższość Interu w obu meczach i prowadzony przez Mou zespół dotarł do półfinałów. Tam rozegrano jeden z bardziej pamiętnych meczów z FC Barceloną, która na pełnym Stadio Giuseppe Meazza przegrała 3:1, a Inter kontynuował swoje marzenia o grze w finale. W dwumeczu Inter zapewnił sobie wynik 3:2 i awansował do finału, gdzie czekał Bayern Monachium. Wynik w 35. minucie spotkania otworzył Diego Milito, który dostał piłkę w pole karne, uciekł obrońcom oraz świetnym strzałem pokonał bramkarza Mistrza Niemiec. I to również Il Principe zdobył drugą bramkę w tym spotkaniu, przedryblował Van Buytena, wpadł w pole karne, gdzie stanął sam na sam z Buttem i pewnie umieścił futbolówkę w siatce. Cały zespół wpadł w szał radości. Wszyscy widzieliśmy łzy szczęścia zarówno u zawodników, jak i u trenera i działaczy klubu. Inter Mediolan sięgnął ponownie po tytuł Mistrza Europy po 45 latach od ostatniego triumfu.

Jaką historię napiszą Nerazzurri 10 czerwca 2023 roku?

 

 

Historia Manchesteru City w Lidze Mistrzów – krótki staż, wielkie ambicje

The Citizens po raz pierwszy zagrali w europejskich rozgrywkach w sezonie 1968/1969, lecz ich przygoda okazała się bardzo krótka. Anglicy po remisie i porażce odpadli z elitarnych rozgrywek i zniknęli z nich na bardzo długie lata. Wszak kolejny raz, gdy piłkarze Manchesteru City ujrzeli blask reflektorów podczas europejskich rozgrywek miał miejsce w sezonie 2011/2012. Od tego sezonu Obywatele wystąpili w każdej edycji, odnosząc w nich bardzo dobre wyniki. W XXI wieku Manchester City odpadł jedynie dwa razy w fazie grupowej, po trzy razy w 1/8 finału i ćwierćfinałach, dwa razy w półfinale oraz raz przegrał finał. Teraz The Citizens ponownie zagrają w finale i mają wielki apetyt, aby po raz pierwszy wygrać najważniejsze europejskie klubowe trofeum.

 

 

Najwięcej występów dla Manchesteru City w europejskich rozgrywkach:

Fernandinho (75), Raheem Sterling (68), İlkay Gündoğan (66), Sergio Agüero (65), Kevin De Bruyne (63), Ederson (60)

 

Najwięcej bramek dla Manchesteru City w europejskich rozgrywkach:

Sergio Agüero (39), Raheem Sterling (24), Gabriel Jesus (20), Riyad Mahrez (16), Kevin De Bruyne (14), Erling Haaland (12)

 

Postacie łączące oba kluby:

Ousmane Dabo – w Interze w latach 1998-1999; w Manchesterze City w latach 2006-2008

Maicon – w Interze w latach 2006-2012; w Manchesterze City w latach 2012-2013

Mario Balotelli – w Interze w latach 2006-2010; w Manchesterze City w latach 2010-2013

Patrick Vieira – w Interze w latach 2006-2010; w Manchesterze City w latach 2010-2011

Filippo Mancini – w Interze do 2008 roku; w Manchesterze City w latach 2008-2013

Aleksandar Kolarov – w Manchesterze City w latach 2010-2017; w Interze w latach 2020-2022

Edin Džeko – w Manchesterze City w latach 2011-2016; w Interze od 2021 roku

Stefan Jovetić – w Manchesterze City w latach 2013-2017; w Interze w 2017 roku. Zawodnik był także wypożyczony do Interu z Manchesteru City w latach 2015-2017

João Cancelo – w Interze w latach 2017-2018; w Manchesterze City w latach 2019-2023

Roberto Mancini (trener) – szkoleniowiec Interu w latach 2004-2008; trener Manchesteru City w latach 2009-2013, szkoleniowiec Interu w latach 2014-2016

 

 

Pep Guardiola w Lidze Mistrzów – stabilnie i rewelacyjnie

Pep Guardiola jest uważany za jednego z najlepszych trenerów na świecie. Hiszpan trenował z sukcesami takie zespoły jak FC Barcelona, Bayern Monachium oraz obecnie Manchester City. Jego wyniki w Lidze Mistrzów również są bardzo imponujące. Hiszpan sięgnął po trofeum dwukrotnie, w sezonach 2008/2009 oraz 2010/2011, kiedy prowadził Dumę Katalonii. Z kolei raz musiał uznać wyższość rywala w finale, a było to w sezonie 2020/2021, kiedy jego Manchester City przegrał z Chelsea. Pep Guardiola sześciokrotnie odpadał w półfinale tych rozgrywek (trzy razy prowadząc Bayern Monachium, dwa razy FC Barcelonę i raz Manchester City), trzykrotnie w ćwierćfinale (prowadząc Manchester City) oraz raz na etapie 1/8 finału (prowadząc Manchester City). Co bardzo imponujące, drużyny prowadzone przez hiszpańskiego trenera od sezonu 2008/2009 nieprzerwanie, co sezon,  grają w Lidze Mistrzów. Ponadto, drużyny prowadzone przez Hiszpana nigdy nie odpadły w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

 

Małe doświadczenie, wielkie aspiracje

Simone Inzaghi swoją przygodę z Ligą Mistrzów w roli trenera rozpoczął 20 października 2020 roku, będąc jeszcze szkoleniowcem Lazio. Do elitarnych rozgrywek prowadzony przez niego klub trafił wtedy po zajęciu 4 miejsca w Serie A w sezonie 2019/20. 47-latek swój pierwszy epizod w Champions League zakończył z sukcesem, bowiem prowadzona przez niego drużyna bez porażki przeszła przez fazę grupową, grając z takimi zespołami jak Borussia Dortmund, FC Brugge i Zenit St. Petersburg. Lazio zostało wtedy zatrzymane w 1/8 finału rozgrywek przez Bayern Monachium, który w tamtej edycji okazał się najlepszą drużyną w Europie. 

Na kolejną kampanię w roli trenera prowadzącego zespół w Lidze Mistrzów przyszło mu czekać do sezonu 2021/22 i przygody z Interem. Klub ze stolicy Lombardii pod wodzą szkoleniowca pochodzącego z Piacenzy przełamał impas i po kilku niepowodzeniach w latach poprzednich zdołał wyjść z grupy do fazy pucharowej. Tam Nerzzurrich ograł Liverpool, który ostatecznie dotarł do finału. Trzeci start Inzaghiego w Lidze Mistrzów to historia najnowsza i dobrze znana, czego efektem jest wielki finał, który zostanie rozegrany 10 czerwca.

Simone Inzaghi w roli szkoleniowca rozegrał do tej pory 28 spotkań. 13 z nich wygrał, 8 zremisował, a 7 przegrał. 

 

Marzenie czy obsesja?

W sobotni wieczór 10 czerwca to wszystko, co zostało napisane powyżej zejdzie na dalszy plan. Wcześniejsze mecze, forma i historia nie będą miały znaczenia. Liczyć się będzie tylko i wyłącznie dyspozycja na tu i teraz. 22 gladiatorów wyjdzie na murawę Stadionu Olimpijskiego im. Atatürka w Stambule, aby walczyć o najcenniejsze trofeum w europejskiej piłce. Kto wygra? Marzenia Interu, czy obsesja Manchesteru City i Pepa Guardioli? Marzenia mają to do siebie, że jeśli bardzo mocno się w nie wierzy i dąży do realizacji, udaje się je spełnić. Obsesja z kolei bywa zgubna, potrafi doprowadzić do odwrotnych rezultatów niż zamierzone. Oby tym razem było podobnie.

 

 

Przewidywane składy:

Manchester City (3-2-4-1): Ederson; Akanji, Dias, Ake; Stones, Rodri; Bernardo Silva, de Bruyne, Gundogan, Grealish; Haaland

Inter (3-5-2): Onana; Darmian, Acerbi, Bastoni; Dumfries, Barella, Brozović, Calhanoglu, Dimarco; Dzeko, Martinez

 

Transmisja:

TVP:

- Studio od godz. 19:15 w TVP Sport, tvpsport.pl, aplikacji mobilnej , Hbb TV, Smart TV, a od godz. 20:00 w TVP 2

Mecz skomentuje duet Jacek Laskowski - Marcin Żewłakow

Studio poprowadzi Jacek Kurowski, a jego gośćmi będą Jerzy Brzęczek, Jakub Wawrzyniak, Mateusz Borek i Michał Listkiewicz

 

Polsat:

- Studio od godz. 18:00 w Polsat Sport Premium oraz od godz. 20:00 w Polsacie.

- Transmisja na otwartym kanale Polsat oraz na Polsat Sport Premium 1 i w Polsat Box Go. 

Mecz skomentuje duet Bożydar Iwanow i Andrzej Niedzielan

 

Obsada sędziowska:

Sędzia głównym wielkiego finału będzie Polak, Szymon Marciniak. Jego asystentami na liniach będą Paweł Sokolnicki i Tomasz Listkiewicz, natomiast sędzią technicznym będzie Istvan Kovacs. Za system VAR odpowiadać będzie Tomasz Kwiatkowski wraz z asystentem Bartoszem Frankowskim

 

 

W przygotowaniu zapowiedzi brali udział:

AlwaysRemember - Przygotowanie merytoryczne i tekst

bobogol - Przygotowanie merytoryczne i tekst

domin98 - Przygotowanie merytoryczne i tekst

Matti - Przygotowanie merytoryczne i tekst

maverik - Przygotowanie merytoryczne

Orzeu - Grafika

Tagi:

Komentarze (0)

lub zarejestruj się , aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj się

lub

Zarejestruj się

lub

Zarejestruj się

na FcInter.pl

Masz już konto?

Zaloguj się

Szukaj